Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne GNIAZDO

Forum dyskusyjne WTG GNIAZDO
Teraz jest 05 cze 2020, 01:57

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 17 mar 2020, 20:49 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 540
Rafał Kuzak

Nieludzki i wprost niewyobrażalny wyzysk. Praca tak ciężka, że do podobnej nie zmuszano nawet zwierząt. Żałosne zarobki, brak jakiejkolwiek opieki i horrendalne warunki życia. Polscy chłopi pańszczyźniani nie byli wcale zdrowi, silni i zahartowani. W przededniu upadku Rzeczypospolitej przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy.
• „Gdziekolwiek zatrzymaliśmy się, przybiegli do nas gromadami żebracy i prosili o jałmużnę z najpodlejszym natręctwem" - opisywał historyk William Coxe
• Na tragiczny los mieszkańców polskiej wsi zwracał uwagę także m.in. Stanisław Staszic
• „Trzeba przyznać, że jakikolwiek los spotka Polskę, stan ich pogorszyć się nie może" - przewidywał Coxe
O wyglądzie zewnętrznym mieszkańców polskich wsi pod koniec XVIII wieku możemy się przekonać sięgając po „Historię chłopów polskich" Aleksandra Świętochowskiego. Autor, na kartach opasłego, klasycznego dzieła przytoczył między innymi relację Williama Coxe’a.
„Są niewolniczo uniżeni”
Brytyjski podróżnik i historyk zjeździł pół Europy. W trakcie swych licznych wojaży trafił także nad Wisłę. Opis, który wyszedł spod jego pióra uchodzi za wyjątkowo wartościowy, ponieważ trudno zarzucać mu stronniczość. Coxe przedstawiał to, co zobaczył i nie miał żadnego interesu w koloryzowaniu polskiej rzeczywistości. Dodatkowo potrafił odnieść wygląd polskich chłopów do tego, jak prezentowali się włościanie w innych rejonach kontynentu. Pisał:
Nigdy nie mógłbym wystawić sobie w myśli okolic tak smutnych i pustych. (…) Przez 45 mil spotkaliśmy tylko dwa powozy i 12 wozów (…) Widok nędznych wsi zgadzał się zupełnie z mizerną okolicą, która je otacza. Brytyjczyk relacjonował wrażenia ze spotkań z mieszkańcami zapadłych wiosek, przez które przejeżdżał w drodze z Warszawy do Krakowa. W pierwszej kolejności w oczy rzuciła mu się plaga żebractwa:
Wieśniacy w tym kraju są biedniejsi i posępniejsi, niż w innych, które zwiedziliśmy. Gdziekolwiek zatrzymaliśmy się, przybiegli do nas gromadami żebracy i prosili o jałmużnę z najpodlejszym natręctwem.
W porównaniu z chłopami szwajcarskimi, którzy są grzeczni, ale również wymagają grzeczności, polscy są niewolniczo uniżeni: kłaniają się do ziemi zdjąwszy kapelusz, trzymają go w ręku dopóty, póki im człowiek nie zejdzie z oczu.
Niscy, wychudzeni i obdarci
Coxe nie miał również nic dobrego do powiedzenia o wyglądzie zewnętrznym napotkanych ludzi:
Chłop polski ma wygląd dziki, spaloną, ciemną, prawie czarną twarz, chude policzki, zapadnięte oczy, wzrost niski; porusza się wolno, ogólna apatia czyni go niezdolnym do odczucia zarówno wielkiej radości, jak cierpienia.
Zimą w prostym kożuchu, latem w koszuli i spodniach ze zgrzebnego płótna, boso, wlecze się leniwie za swoim chudym, kudłatym koniem, ciągnącym sochę, którą rozdziera zachwaszczoną rolę, ażeby z niej zebrać zapas na zimę, niewystarczający mu na wyżywienie rodziny i dobytku.
„Gniją w brudzie i nędzy”
Podróżnik z Wysp nie był odosobniony w swych opiniach. Również cytowany przez Świętochowskiego Francuz, który w tym samym czasie trafił nad Wisłę, miał bardzo złe zdanie o tym, co zobaczył na polskiej wsi:
Włościanie, których liczbę do sześciu milionów rachują, zwani chłopami, stanowili przed podziałem 2/3 narodu. Mało się różniąc od bydła, nie mają żadnej własności, żyją z dnia na dzień, gniją w brudzie i nędzy.
Dla braku światła i środków do życia połowa ich potomstwa przepada, któraby ludność powiększyła (…). Trzeba przyznać, że jakikolwiek los spotka Polskę, stan ich pogorszyć się nie może.
„Mało czują i mało myślą”
O tym, że powyższe komentarze wcale nie odbiegały od rzeczywistości, świadczą także słowa Stanisława Staszica. W Przestrogach słynny oświeceniowy działacz i katolicki ksiądz w jednej osobie z goryczą pisał:
Pięć części narodu polskiego stoi przed mymi oczyma. Widzę miliony stworzeń, z których jedne wpół nago chodzą, drugie skórą albo ostrą siermięgą okryte; wszystkie wyschłe, znędzniałe, obrosłe, zakopciałe; mając oczy głęboko w głowie zapadłe, dychawicznemi piersiami i bezustannie robią.
Posępne, zadurzałe i głupie, mało czują i mało myślą — to ich największą szczęśliwością. Ledwie w nich dostrzec można duszę rozumną. Ich zwierzchnia postać z pierwszego wejrzenia więcej podobieństwa okazuje do zwierza, niźli do człowieka.
Właśnie tak ledwie 200 lat temu prezentowali się przodkowie większości z nas. Z ich zachowaniem i wyglądem współgrały również warunki, w jakich mieszkali. Przedstawiały się one wprost tragicznie. Jednak to już temat na kolejny artykuł.

[Rafał Kuzak – historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współautor książki „Wielka Księga Armii Krajowej”. Zastępca redaktora naczelnego WielkiejHISTORII. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.]
*
Co jedli polscy chłopi pańszczyźniani? Nawet nie wziąłbyś do ust tego, co dla nich było rarytasem

Jaja podkradano dzikiemu ptactwu, dla zdobycia mięsa posuwano się do przestępstw. A gdy było trzeba – sięgano nawet po potrawy, które obecnie wydają się zupełnie niejadalne.
Dzisiaj w polskich sklepach półki uginają się od produktów żywnościowych sprowadzanych z niemal całego świata. Czterysta lat temu rolnik miał do wyboru tylko to co sam wyhodował lub zebrał. Jak wyglądał jadłospis XVII-wiecznego chłopa pańszczyźnianego?
Możemy się o tym przekonać sięgając po monumentalne dzieło Jana Stanisława Bystronia „Dzieje obyczajów w dawnej Polsce. Wiek XVI-XVIII.” Autor z wielką skrupulatnością opisał realia życia różnych warstw społecznych Rzeczpospolitej.
Pieczone gawrony, czyli „mazowieckie kury”
Poświęcił również sporo miejsca temu, co jedli zwykli włościanie w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jak czytamy na kartach książki żywili się oni:
(…) prawie wyłącznie pokarmem roślinnym. Mięso (…) było rzadkie, na wielkie święta lub wesela, chyba że udało się gdzie co upolować wbrew zakazom albo też porwać z sąsiedniej wsi. Łowiono też ptaki na różne, pomysłowe sidła i zatrzaski. Na Mazowszu także i gawrony spożywano, żartobliwie stąd „mazowieckimi kurami“ nazywane.
Jedzono ryby, o ile można je było gdzie w pobliżu ułowić albo też ukraść z dworskiego stawu. Z kupnych znany był chyba tylko śledź.
Jaja podkradane dzikim ptakom
Mięso stanowiło rarytas, ale za to nabiału chłopi jedli dużo. W ich jadłospisie nie brakowało mleka, sera, śmietany czy jaj. Te ostatnie nie tylko brano od niosek, ale też… podbierano dzikiemu ptactwu.
Jednak, jak podkreślał Bystroń, podstawą codziennego menu były jarzyny i zboża: „groch i kapusta zajmują tu naczelne miejsce, dalej bób i soczewica”.
Polewki, bryje i żadnych ziemniaków
Jeżeli chodzi o ziarna to część z nich oczyszczano przy pomocy ognia i spożywano jako tak zwane prażmo.
Inne z kolei tłuczono na kaszę w stępach lub mielono na mąkę za pomocą kamiennych żaren. Z tej:
(…) gotowano polewki i bryje, pieczono w popiele podpłomyki, przyrządzano wreszcie w specjalnych piecach chleb, co jednak było już oznaką wyższego poziomu technicznego i majątkowego.
Dopełnienie jadłospisu stanowiły chętnie zbierane jagody, grzyby, orzechy laskowe oraz dzisiaj wykorzystywane już tylko jako pasza dla zwierząt orzechy wodne.
Ktoś może zapytać, a co z ziemniakami? Te w Polsce zaczęto uprawiać na szerszą skalę w drugiej połowie XVIII wieku. Podstawą chłopskiego jadłospisu stały się zaś dopiero w XIX stuleciu.
Trawa nazywana „manną jadalną”
Tak stołowano się okresach, gdy akurat żadna susza, powódź albo przymrozki nie zniszczyły upraw. W czasach nieurodzaju lub wojen ludność wiejska w znacznym stopniu przeistaczała się w zbieraczy żywiących się wszystkim, co udało się znaleźć w lasach i na polach.
Jak twierdził Bystroń, szczególnie istotną rolę odgrywała trawa nazywana manną jadalną. Cieszyła się ona największą popularnością na wschodzie Rzeczpospolitej.
Żyjący na przełomie XVI i XVII wieku botanik i profesor Akademii Krakowskiej Szymon Syreński pisał, że była „za rosy na sito zbierana, suszona, a potem w stępach otłukana“. Spożywano ją w formie swego rodzaju kaszy.
Mąka z chwastów i pokrzywy
Kmiecie nie gardzili również perzem. Chwast ten, będący prawdziwą zmorą rolników, wykopywano, a następnie suszono jego korzenie. Gdy już wyschły, na wiór siekano je lub mielono i z tak powstałej mąki wypiekano chleb.
Dążąc do zapełnienia żołądka chłopi nie gardzili również szczawiem, młodymi pokrzywami czy lebiodą.
Żołędzie i liście drzew
W czasach szczególnie dotkliwego głodu na stołach lądowały żołędzie oraz bukiew (bukowe orzeszki). Gdy okoliczności do tego zmuszały spożywano ponadto korę brzozową, którą mielono na mąkę.
Na przednówku sięgano nawet po liście drzew. Jak pisał cytowany przez Bystronia jeden z mieszkańców Podgórza „z lipowego liścia chleb jedzą, kędy owszem i samym przędziwem ludzie żywi”.
Lista spożywanych roślin rzecz jasna była znacznie dłuższa i różniła się w zależności od ich występowania na danym regionie kraju. Co warte podkreślenia, głodowy jadłospis niewiele się zmienił… aż do czasów II wojny światowej.

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 17 mar 2020, 21:35 
Offline

Dołączył(a): 21 lis 2017, 09:12
Posty: 196
Niestety, panszczyzna została zniesiona dopiero przez zaborców. Rodzime elity nie było na to stać. Przykre to.
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.

_________________
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.
Poszukiwani:
Roch Chudzyński - Elżbieta Pruska
Casimirus Kotecki - Marianna
Nicolaus Kotecki - Maryanna Chmiel
Józef Piotrowski - Magdalena (XVIII/XIX w.)
Bartłomiej Piotrowski - Marianna Chudzyńska (ślub).


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 mar 2020, 16:56 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 lip 2013, 23:08
Posty: 876
Cytuj:
Rafał Kuzak
(...)

Tak, tak...
Redaktor...

Rzetelność historyczna: żadnych dat, żadnych szczegółów dot. miejsc.
Za to: "Wygląd dziki", "Mało czują i mało myślą". Etc. No, popatrz no, popatrz! Widzisz to? No pewne, że widzisz.
Goebbels by się nie powstydził. Stara szkoła Falkenberga.
Pan Coxe był też najwyraźniej wzorem au rebours dla swego późniejszego krajana, Bernarda Shaw, w opisywaniu zwiedzanych krain. Obaj wykazali się podobną "rzetelnością" - z tym, że jeden postponując wizytowany kraj (? świeżo rozgrabiona Polska), drugi zaś wychwalając inny, do którego został posłany (CCCP w szczytowej fazie), obaj zaś przede wszystkim skrupulatnie wypełniając przyjęte zamówienie. Że opisy nie miały nic wspólnego z rzeczywistością - kto by dbał o takie szczegóły. Miały działać na wyobraźnię. Ważne, że były zgodne z aktualną "linią redakcyjną".

_________________
- Krystyna

..................................................................................................................
szukam ślubu pary: Antoni-Łukasz Jakubowski i Magdalena Pawłowska, ok. 1725/1740


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 mar 2020, 17:19 
Offline

Dołączył(a): 18 lut 2016, 23:12
Posty: 317
Chłopi pańszczyźniani nie zawsze byli w gorszej sytuacji niż chłopi czynszowi na zachodzie Europy. To poddaństwo i zależność od pana były głównymi ciężarami , a nie forma opłaty . Łatwiej było spełnić obowiązki przy pomocy robocizny niż w żywej gotówce. Dowodem jest olbrzymia emigracja z Anglii w XVIII wieku. A Polska była wtedy krajem imigracyjnym. Wprawdzie imigranci nie wchodzili w system pańszczyźniany lecz czynszowy, ale napływali masowo .
Janusz


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 mar 2020, 17:16 
Offline

Dołączył(a): 03 mar 2008, 13:57
Posty: 247
pańszczyzna = niewolnictwo
u nas tak lepiej się nazywa
od kiedy istniało na ziemiach polskich ? bo było już w starożytności w Egipcie i Rzymie

AlaM


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 mar 2020, 19:38 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 08 lip 2013, 23:08
Posty: 876
Króciutka glossa do tematu:
https://www.youtube.com/watch?v=1k0ke7ycs7Q

_________________
- Krystyna

..................................................................................................................
szukam ślubu pary: Antoni-Łukasz Jakubowski i Magdalena Pawłowska, ok. 1725/1740


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 19 mar 2020, 21:39 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 04 lis 2016, 21:04
Posty: 540
Zamożna część społeczeństwa po 1989 r. poszukiwała szlacheckich korzeni. Prawie każdy budował sobie kominek i wieszał portrety przodków

Dr Michał Rauszer – antropolog z Instytutu Slawistyki Polskiej Akademii Nauk

Opór chłopów stanowi podręcznikowy przykład społecznej samoorganizacji. Takie opinie wygłaszają doświadczeni historycy. Może zamiast mówić o liberalnym społeczeństwie obywatelskim powinniśmy wrócić do pamięci o strajkach chłopskich?
– Każda rozmowa o chłopach musi się zacząć od przypomnienia, że etymologicznie wyraz chłop oznacza niewolnika, kogoś bezwolnego. Historia oporu chłopów jest fascynująca, szczególnie gdy spojrzymy na nią pod kątem organizowania się wspólnoty. Najpowszechniejszym typem buntu był strajk chłopski – genialna forma samoorganizacji społecznej. Najczęściej strajki odbywały się w dobrach królewskich. Starosta zarządzający chłopami zwiększał pańszczyznę według własnego uznania, co wywoływało opór. W okresie najintensywniejszych prac na roli, czyli latem, w czasie żniw, cała wieś odmawiała pracy. Opór zaczynał się od próby prawnej. Chłopi wysyłali prośbę do króla. Wobec negatywnej odpowiedzi odmawiali pracy. Organizowała się wówczas cała wieś, bez wyjątku. Jeśli ktoś wyłamałby się i poszedł pracować, to, mówiąc oględnie, wywieźliby go z tej wsi obitego.

Na temat buntów chłopskich krąży wiele mitów. Odwołują się one do chłopów jako bezwolnej masy, która bezmyślnie, ale krwawo rozprawiała się ze swoimi wrogami.
– Szlachta postrzegała resztę społeczeństwa jako bezwolną trzodę. Jeżeli chłopi stanowili coś w rodzaju zwierząt pociągowych, to trudno sobie wyobrazić, aby mogli się buntować. Echem takiego myślenia jest twierdzenie, że w porównaniu do robotników chłopi potrafili dokonywać tylko nieskoordynowanych zrywów bezsensownej przemocy. Witold Gombrowicz, opisując chłopów w „Ferdydurke”, posługuje się metaforą psa i psiego żywota. Choć u Gombrowicza jest to obraz dość krytyczny wobec ziemiańskich fantazmatów, oddaje on to zjawisko ubezwłasnowolnienia, przedstawiania chłopów jako zwierząt. Poezja ziemiańska z XVII w. wskazuje na Kainowe pochodzenie chłopów, przez co do końca świata będą oni nurzać się w ziemi za swoje plugastwo.

Jeżeli więc patrzymy na chłopów jako na zwierzęta, nie będziemy ich oceniać przez pryzmat racjonalnego działania. Może pamięć o chłopskich buntach jest niewygodna?
– Pamięć o chłopskich buntach i o pańszczyźnie uderza w mit o odwiecznym, jednolitym narodzie polskim, ukazuje różnice między ludźmi i tło konfliktów. Pojęcie nowożytnego narodu polskiego ukształtowało się ok. XVI w., jednak już wtedy chłopi przestali występować w prawodawstwie jako stan. Jeżeli teraz patrzymy z perspektywy tak rozumianego „narodu” na historię, zaciera nam ona to ważne zróżnicowanie i powoduje, że dostrzegamy jakiś mityczny naród i jedność narodową gdzieś w odległej przeszłości. Nie mówiąc już o tym, że zacieramy w ten sposób pamięć o naszych chłopskich przodkach.

Co oznaczało bycie chłopem w tamtych czasach i jak wyglądały relacje z panem?
– Przede wszystkim należy powiedzieć, że bardzo różnie. Ustrój Rzeczypospolitej od XVI w. był całkowicie oparty na niezależności szlachty. Innymi słowy każdy szlachcic, mając własność w postaci ziemi i przywiązanych do niej chłopów, był od pewnego momentu jedynym i ostatecznym prawodawcą. Od niego zależały sądy, a nawet w wielu przypadkach zgoda na małżeństwo. Przykładowo zgoda była uzależniona od tego, czy ziemie nowożeńców mogą przynieść większy zysk, niż gdyby ci sami ludzie związali się z kimś innym.

Oprócz tego chłopi bardzo ciężko pracowali.
– Zgadza się. Początkowo, od XV w., pracowali dla pana mniej więcej jeden dzień w tygodniu. Pod koniec XVI w. każdy szlachcic mógł ten czas ustalać dowolnie, a więc w jednej własności były to np. dwa dni w tygodniu, a w drugiej – osiem dni (wtedy pańszczyznę musiała odrabiać także rodzina). Poza darmową pracą w ciągu tygodnia na chłopach ciążył obowiązek darmowej pracy w okresie intensywnych robót polowych, np. żniw, oraz tzw. podwód, czyli transport zboża na skupy, istniał także obowiązek propinacyjny, czyli wypicia określonej ilości wódki z pańskiej gorzelni. Nie należy też zapominać o przywiązaniu do ziemi, czyli zakazie opuszczania wsi bez zgody pana, zdarzały się również przypadki handlu chłopami. Kiedy czytamy przekazy etnograficzne o sytuacji chłopów w XIX w., to włos się jeży na głowie! Dojmujący głód – pożywienie na wsi w XIX w. składało się wyłącznie z kasz, ziemniaków, mleka i tłuszczu od święta. Nieustanne poczucie zagrożenia, bo pan mógł chłopa np. zabić i wtedy zostałby postawiony przed sądem, a sądziliby go jego koledzy.
Ustaliliśmy, że wystąpienia chłopskie nie były przypadkowym działaniem zbieraniny ludzi. Jak wyglądał taki strajk?
– Kiedy np. starosta zbytnio obciążał chłopów, skrzykiwali się i wysyłali do króla delegację ze skargą. Bardzo często król przychylał się do takiej prośby czy skargi i zaopatrywał chłopów w listy żelazne. Zarządca dóbr leżajskich jednak odpowiedział swoim chłopom: „Choćbyście mieli żelazne prawa, tedy się muszę padać, a wy musicie robić na pańskie. A wiecie wy, chłopy, że pan starosta leżajski tu królem i ja sam podlejszy, a przecie sobie król?”. Nieraz też wracających z takiej delegacji chłopów bito, wtrącano do lochu, zdarzały się morderstwa. Kiedy zarządca dóbr odmawiał respektowania skarg, chłopi zbierali się w rodzaj samorządu, czyli gromadę, i radzili nad strajkiem. Był on podejmowany, kiedy cała wspólnota zgodnie się za nim opowiadała. Na przywódcę strajku wybierano osobę ze wsi cieszącą się największym autorytetem.
Bardzo rzadko strajk kończył się sukcesem, najczęściej strajki brutalnie pacyfikowano albo przeradzały się w zbrojne wystąpienia przeciwko panu. Wobec groźby upodmiotowienia się chłopów w szlachtę wstępował wyjątkowy duch solidarności w krwawym tłumieniu takich żądań. Chcę tutaj powiedzieć jeszcze jedną rzecz, ocierającą się o herezję – otóż nie wszyscy przedstawiciele szlachty byli brutalnymi degeneratami, czasem starali się należycie zarządzać dobrami. Problemem był sam system gospodarki folwarczno-pańszczyźnianej, który po prostu uniemożliwiał inne traktowanie chłopów. Cała kultura szlachecka musiała więc wytworzyć przeciwciała przed wyrzutami sumienia i stąd to postrzeganie chłopów jako zwierząt, jako bydła. Z bydłem dużo łatwiej obchodzić się brutalnie.
W świetle tego, co pan mówi, opór chłopów jest przedstawiany wyjątkowo karykaturalnie.
– Przede wszystkim działania chłopów, o ile w ogóle o nich się mówi, są przedstawiane zgodnie z interesem klas dominujących: szlachty i ziemiaństwa. Dzięki temu panowie wypadają na tle zezwierzęconych chłopów jak ostoja porządku. Przede wszystkim nieprawdziwe są popularyzowane tezy o wyjątkowej brutalności i nieprzemyślanym charakterze działań chłopów. Nie sięgali od razu po kosy i nie ścinali głów. Przypomnijmy sobie bunt Jakuba Szeli, który wybuchł, ponieważ ogłoszony strajk nie przyniósł żadnych rezultatów. Szlachta była niewzruszona, odmówiła jakichkolwiek ustępstw na rzecz strajkujących chłopów. W 1811 r., kiedy król pruski wydał edykt, by trochę złagodzić nastroje społeczne, chłopi na Śląsku odebrali to jako zniesienie pańszczyzny. Spotkali się w gospodzie w Tworkowie, nie zabierali od razu siekier i pił, tylko wydali manifest, czyli tzw. zmowę tworkowską, w której zapowiedzieli koniec odpracowywania pańszczyzny. Oczywiście wywołali tym reakcję zbrojną i dopiero wtedy wybuchły walki, które rozlały się na całym terytorium między Raciborzem a Pszczyną.

Czego możemy się nauczyć dzięki wiedzy o buntach chłopskich? Dla wielu temat samoorganizacji chłopów to dzisiaj skansen.
– Po pierwsze, możemy sobie uświadomić, że jako lud polityczny jesteśmy w stanie wpływać na otaczającą nas rzeczywistość i kontrolować system, w którym żyjemy na co dzień. Przywracamy znaczenie kluczowemu pojęciu sprawstwa społecznego grup podporządkowanych i dyskryminowanych. Z historii oporu chłopów czerpiemy także wiedzę praktyczną na temat samoorganizacji, do której niepotrzebne było błogosławieństwo klas rządzących i opiniotwórczych. Strajki chłopskie wybuchały, ponieważ chłopi nie zgadzali się dłużej tolerować życia w określonych warunkach.
No dobrze, ale jeśli nawet toczą się dyskusje o pańszczyźnie, najczęś­ciej pojawia się wątek rżnięcia piłą panów. Trochę trudno czerpać z tego inspirację.
– To właśnie jeden z przykładów politycznego wykorzystania pamięci. Jeżeli w naszej historii przedstawiamy taką sprawczość społeczną tylko jako zryw nagiej przemocy, to pacyfikujemy wszelkie pozytywne wzorce wspólnotowego działania, na jakich można budować tożsamość i aktywność polityczną. Zamiast ślepej reakcji na zasadzie: dowalimy im, możemy pomyś­leć o działaniu pozytywnym. Historia buntów chłopskich jest dzisiaj historią wyklętą, i to w sensie dosłownym. W konfrontacji z narracją szlachecką, powielaną nawet przez środowiska lewicowo-liberalne i oczywiście skrajną prawicę, wciąż nie ma większych szans na przebicie się do świadomości społecznej innej historii Polski niż opowieść o dzielnych królach, rycerzach i cnotliwych damach.

Potomkowie szlachty odzyskują wieś Michałowice, Czartoryscy sprzedają państwu za 100 mln euro kolekcję sztuki, warszawskie kamienice są zajmowane przez osoby kojarzone ze Związkiem Szlachty Polskiej. Wymarzone warunki do przywracania pamięci o pańszczyźnie i chłopskim oporze…
Skala roszczeń i akceptacja tego procesu przez państwo są niepokojące. Gdybyśmy mieli rzetelną opowieść o życiu chłopów w okresie pańszczyzny, czy ktoś odważyłby się zapłacić 100 mln Czartoryskim za zbiory? Stwierdzenie, że Czartoryscy powinni w takim razie zapłacić odszkodowania za pańszczyznę, zostało skwitowane jako nieznajomość kontekstu historycznego. Ale jakiego kontekstu? Darmowej pracy na ich roli? Czynszów im płaconych? Jako społeczeństwo wciąż nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że majątek w Michałowicach został ufundowany na niewolniczej pracy chłopów.

Kto wobec tego najbardziej potrzebuje dziś pamięci o pańszczyźnie?

– Potrzebujemy tego jako społeczeństwo. Powinniśmy jednak zachować ostrożność, aby nie popaść w jednowymiarowość. To nie może być tylko opowieść o chłopskiej krzywdzie, ponieważ stwarzamy dogodne warunki do powstawania niebezpiecznych resentymentów. Zamykamy się wówczas w sporze plemiennym: my nienawidzimy ich, oni nienawidzą nas i dążymy do tego, żeby nasz wróg zniknął. A co się stanie, gdy on już zniknie? Wówczas tożsamość zbudowana na nienawiści się rozpadnie, bo zabraknie jej obiektu tej nienawiści. Potrzebujemy pozytywnej opowieści o emancypacji chłopów, o pochodzeniu ze wsi, o chłopskich korzeniach.

Naszą wyobraźnią rządzi jednak szlachta. Odwołują się do jej tradycji przedstawiciele wszystkich klas społecznych.
– Zgadza się, nie ma opowieści, która pozwoliłaby nam się zidentyfikować z chłopami. Zamożna część społeczeństwa w pierwszej dekadzie XXI w. poszukiwała szlacheckich korzeni. Prawie każdy, kto wygrał na transformacji po 1989 r., natychmiast budował sobie kominek, nad którym wieszał portrety przodków i skrzyżowane szable, co jest zaskakujące, ponieważ do szlachty można było zaliczyć w XVII w. 10% społeczeństwa. Brakuje nam znaków i symboli odwołujących się do historii chłopów. Mniej zamożni obywatele nie wieszają na ścianach sierpów i cepów, zamiast tego powiększają domy o filary imitujące dworki. Interesujący pod tym kątem jest proces wypierania się chłopskiego pochodzenia przez ludzi wywodzących się z klas ludowych, którzy zaczynają odgrywać rolę opiniotwórczą, stają się elitą. Najczęściej odwołują się do wzorów inteligencji mieszczańskiej, a bywa, że i do szlachty. Dzięki temu mogą zająć bezpieczną pozycję w środowisku politycznym, biznesowym i medialnym.

Co nam to mówi o kulturze i polityce pamięci o chłopach?
– W polskiej kulturze chłop zawsze był niemy. W latach stalinizmu próbowano przywrócić wiedzę o chłopskiej emancypacji i budować tożsamość na podnoszeniu chłopskiej godności. Bardzo szybko jednak zarzucono ten pomysł, by powrócić do sielskiej „ziemiańskości”. Widać to choćby w popularności w latach 60. i 70. ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza, odnawiających ziemiańskie mity. Jeżeli spojrzymy na filmy poruszające tematykę wiejską w czasach PRL, to nawet te pozornie emancypacyjne opierają się na chłopskiej „bezwolności”. Chłopskie bunty czy przemiany świadomości zawsze są inspirowane przez jakiś element zewnętrzny. Tak się dzieje w doskonałym, westernowym „Podhalu w ogniu” o buncie na Podhalu z 1651 r., w którym gniewny szlachcic popycha chłopów do zrywu. W ekranizacji „Konopielki” dopiero przysłana przez partię nauczycielka zmienia chłopską świadomość, emancypuje seksualnie, a przez to także technologicznie.

Może powinniśmy szukać ratunku w kulturze? Nakręćmy dobry film o chłopach i polskim niewolnictwie.

– To bardzo dobry pomysł. Wyobraźmy sobie, że powstaje w Polsce film jakościowo porównywalny do „Django” Quentina Tarantina. Przedstawia sugestywnie położenie niewolników i ich emocje, ale ma też żywą akcję, interesujących bohaterów i doskonałe dialogi. Zamieńmy amerykańskich niewolników na polskich niewolników – chłopów. Pokażmy, jak byli traktowani, jak kochali, nienawidzili, jak patrzyli na świat. Taka opowieść wprowadziłaby nowy typ myślenia o relacjach społecznych. Możliwych bohaterów jest wielu, taki Radocki z powstania Kostki-Napierskiego, postać o niezwykle skomplikowanym życiorysie, oczywiście Jakub Szela; można tu wymienić wielu innych. Można by nakręcić także doskonały film o Ernestynie Świbównie, nauczycielce z Brennej, w wolnych chwilach zbierającej wiadomości o lokalnej kulturze ludowej.

Powstają sztuki teatralne o Jakubie Szeli, ale rzadko udaje się wyjść poza niego i zobaczyć, jak ten system działał na poziomie norm i reguł społecznych.
– Historia uprawiana w Polsce w dużym stopniu oparta jest na wydarzeniowości. Pokazuje się ją jako nieustanne zmaganie z losem i przeciwnikami konkretnych bohaterów, zawsze wywodzących się z jednej warstwy. Taki sposób myślenia oparty na wielkich bohaterach zastępuje wiedzę o codziennej pracy, oporze i organizacji grup obywateli. Zupełnie inny typ wrażliwości daje nam historia społeczna, czyli opowieść o klasach społecznych, dzieciach, kobietach, mniejszoś­ciach etnicznych.

***

Konwencja Genewska z 1956 zalicza pańszczyznę do instytucji i praktyk zbliżonych do niewolnictwa, definiując ją jako stan lub sytuację dzierżawcy, który na mocy prawa, zwyczaju lub porozumienia jest zobowiązany mieszkać i pracować na ziemi stanowiącej własność innej osoby oraz wykonywać pewne określone usługi na rzecz danej osoby niezależnie od tego, czy czynności takie byłyby odpłatne, czy też nie, oraz jest pozbawiony wolności przeprowadzenia zmiany swego stanu. Konwencja zobowiązuje państwa-strony do całkowitego zniesienia lub uchylenia takich instytucji i praktyk.

_________________
--------------------------
Pozdrawiam, Danka


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2020, 00:29 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 398
Uważam, że w dzisiejszych czasach użycie terminu „ chłop” w odniesieniu do całej ludności wiejskiej łączy ją w jedną bezkształtną kategorię, zacierając podziały między grupami o ogromnie zróżnicowanej kondycji ekonomicznej i statusie społecznym.
Na wsi istnieli w skrócie : względnie zamożni kmiecie dzierżawiący ziemię, którzy znajdowali się na szczycie tej hierarchii ,zagrodnicy, rataje, którzy mieli swoje zwierzęta i sprzęt do orki [ byli ludżmi wolnymi i pracowali na umowę z panem ] , oraz zubożałymi chałupnikami i komornikami.
Istnieją opracowania,w których autorzy twierdzą iż istniały nadwyżki rynkowe wytwarzane przez kmieci i znajdowali się oni w dobrym położeniu. Mało tego mogli czerpać także z tego korzyści i angażowali się w obrót rynkowy w takim stopniu ,żeby uiścić rentę lub inne powinności. Oprócz inwestowania w ziemię potrzebowali pieniędzy na spłacenie udziału rodzeństwa w odziedziczonym gospodarstwie [ było ono własnością pana] , a także na zakup młyna, karczmy lub sołectwa. Również mogli sprzedawać swoje gospodarstwa za zgodą dziedzica. Rosnący do XVII wieku ich dobrobyt [ można w metrykach kościelnych zauważyć iż mieli swoich parobków, których wysyłano do odrabiania w ich imieniu pańszczyzny posiadali konie, bydło, sprzęt rolniczy etc.] potwierdza, że ich panowie mieli rzeczywisty interes w tym żeby dojść do wspólnych korzystnych porozumień.
Dominacja szlachty [ jak twierdzą niektórzy] nie tylko nie zaszkodziła kmieciom, ale nawet była dla nich sprzyjająca do takiego stopnia iż bardzo często pożyczali swoim panom pieniądze co można zauważyć analizując testamenty.
Prowadzili również bardzo zróżnicowaną gospodarkę.
Chciałabym dodać iż tzw” bunty chłopskie” a raczej opór stawiano wówczas kiedy kmiecie byli niezadowoleni z warunków porozumień zawartych z panami, a nie sprzeciwem wobec samej zasady pańszczyzny. Kładzenie nacisku na zbiegostwo jako rzekomy przejaw oporu wobec pańszczyzny zaciemnia fakt iż ono w dużym stopniu było motywowane względami ekonomicznymi i owi chłopi nie uciekali przed systemem tylko zmieniali pana w jego ramach celem polepszenia sobie warunków życiowych. Często w aktach sądowych można zauważyć iż chłopi mieli także możliwość wybrania między panami , którzy się o nich procesowali.
Wielu autorów na podstawie analizy materiałów doszło do wniosku, że polscy kmiecie mimo podporządkowania szlachcie energicznie konkurowali z panami w dziedzinie gospodarki i byli w stanie doskonale reagować na bodżce rynkowe.

Wśród dzisiejszych badaczy polskich toczy się debata wokół użycia terminu „ chłop” , które na początku miało wydżwięk pejoratywny i nie było stosowane w żródłach urzędowych, w których używano określenia „ kmiecie' jako określenie dzierżawców stanowiących szkielet tego systemu.


Zródła:
„ Czy chłopu było źle w Polsce XVI wieku”-- Andrzej Wyczański.
„ Ostry atak na koncepcję wschodnioeuropejskiego zacofania” - Piotr Górecki
„ Chłopi i pieniądze na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych" – Piotr Guzowski 2008r.
„ Oksfordzka historia unii polsko- litewskiej ' 1385-1569 Robert Frost – rozdział „ Chłopi”

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2020, 13:54 
Offline

Dołączył(a): 21 lis 2017, 09:12
Posty: 196
miroslawa napisał(a):
Uważam, że w dzisiejszych czasach użycie terminu „ chłop” w odniesieniu do całej ludności wiejskiej łączy ją w jedną bezkształtną kategorię, zacierając podziały między grupami o ogromnie zróżnicowanej kondycji ekonomicznej i statusie społecznym.
Na wsi istnieli w skrócie : względnie zamożni kmiecie dzierżawiący ziemię, którzy znajdowali się na szczycie tej hierarchii ,zagrodnicy, rataje, którzy mieli swoje zwierzęta i sprzęt do orki [ byli ludżmi wolnymi i pracowali na umowę z panem ] , oraz zubożałymi chałupnikami i komornikami.
Istnieją opracowania,w których autorzy twierdzą iż istniały nadwyżki rynkowe wytwarzane przez kmieci i znajdowali się oni w dobrym położeniu. Mało tego mogli czerpać także z tego korzyści i angażowali się w obrót rynkowy w takim stopniu ,żeby uiścić rentę lub inne powinności. Oprócz inwestowania w ziemię potrzebowali pieniędzy na spłacenie udziału rodzeństwa w odziedziczonym gospodarstwie [ było ono własnością pana] , a także na zakup młyna, karczmy lub sołectwa. Również mogli sprzedawać swoje gospodarstwa za zgodą dziedzica. Rosnący do XVII wieku ich dobrobyt [ można w metrykach kościelnych zauważyć iż mieli swoich parobków, których wysyłano do odrabiania w ich imieniu pańszczyzny posiadali konie, bydło, sprzęt rolniczy etc.] potwierdza, że ich panowie mieli rzeczywisty interes w tym żeby dojść do wspólnych korzystnych porozumień.
Dominacja szlachty [ jak twierdzą niektórzy] nie tylko nie zaszkodziła kmieciom, ale nawet była dla nich sprzyjająca do takiego stopnia iż bardzo często pożyczali swoim panom pieniądze co można zauważyć analizując testamenty.
Prowadzili również bardzo zróżnicowaną gospodarkę.
Chciałabym dodać iż tzw” bunty chłopskie” a raczej opór stawiano wówczas kiedy kmiecie byli niezadowoleni z warunków porozumień zawartych z panami, a nie sprzeciwem wobec samej zasady pańszczyzny. Kładzenie nacisku na zbiegostwo jako rzekomy przejaw oporu wobec pańszczyzny zaciemnia fakt iż ono w dużym stopniu było motywowane względami ekonomicznymi i owi chłopi nie uciekali przed systemem tylko zmieniali pana w jego ramach celem polepszenia sobie warunków życiowych. Często w aktach sądowych można zauważyć iż chłopi mieli także możliwość wybrania między panami , którzy się o nich procesowali.
Wielu autorów na podstawie analizy materiałów doszło do wniosku, że polscy kmiecie mimo podporządkowania szlachcie energicznie konkurowali z panami w dziedzinie gospodarki i byli w stanie doskonale reagować na bodżce rynkowe.

Wśród dzisiejszych badaczy polskich toczy się debata wokół użycia terminu „ chłop” , które na początku miało wydżwięk pejoratywny i nie było stosowane w żródłach urzędowych, w których używano określenia „ kmiecie' jako określenie dzierżawców stanowiących szkielet tego systemu.


Zródła:
„ Czy chłopu było źle w Polsce XVI wieku”-- Andrzej Wyczański.
„ Ostry atak na koncepcję wschodnioeuropejskiego zacofania” - Piotr Górecki
„ Chłopi i pieniądze na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych" – Piotr Guzowski 2008r.
„ Oksfordzka historia unii polsko- litewskiej ' 1385-1569 Robert Frost – rozdział „ Chłopi”

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Opisy przytoczone przez panią Dankę dotyczą XVIII wieku. Natomiast przytoczona przez panią "Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej" dotyczy sytuacji w wieku XV. Proszę porównać cytowany na stronie 405 zasób posiadania kmiecia ze Słabomierza (połowa XVI wieku) z tym co zwykle posiadali chłopi wymienieni w inwentarzach dóbr szlacheckich. Te inwentarze (paskudnie przygnębiająca lektura) rysują byt chłopski bardzo bliski tym, który znalazł się w opisach przytoczonych w zagajeniu do tego tematu. Właściwie te wymieniane w inwentarzach zasoby chłopskie można by nazwać "stanem nieposiadania".
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.

_________________
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.
Poszukiwani:
Roch Chudzyński - Elżbieta Pruska
Casimirus Kotecki - Marianna
Nicolaus Kotecki - Maryanna Chmiel
Józef Piotrowski - Magdalena (XVIII/XIX w.)
Bartłomiej Piotrowski - Marianna Chudzyńska (ślub).


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 21 mar 2020, 17:26 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 paź 2013, 14:30
Posty: 398
Titas napisał(a):
miroslawa napisał(a):
Uważam, że w dzisiejszych czasach użycie terminu „ chłop” w odniesieniu do całej ludności wiejskiej łączy ją w jedną bezkształtną kategorię, zacierając podziały między grupami o ogromnie zróżnicowanej kondycji ekonomicznej i statusie społecznym.
Na wsi istnieli w skrócie : względnie zamożni kmiecie dzierżawiący ziemię, którzy znajdowali się na szczycie tej hierarchii ,zagrodnicy, rataje, którzy mieli swoje zwierzęta i sprzęt do orki [ byli ludżmi wolnymi i pracowali na umowę z panem ] , oraz zubożałymi chałupnikami i komornikami.
Istnieją opracowania,w których autorzy twierdzą iż istniały nadwyżki rynkowe wytwarzane przez kmieci i znajdowali się oni w dobrym położeniu. Mało tego mogli czerpać także z tego korzyści i angażowali się w obrót rynkowy w takim stopniu ,żeby uiścić rentę lub inne powinności. Oprócz inwestowania w ziemię potrzebowali pieniędzy na spłacenie udziału rodzeństwa w odziedziczonym gospodarstwie [ było ono własnością pana] , a także na zakup młyna, karczmy lub sołectwa. Również mogli sprzedawać swoje gospodarstwa za zgodą dziedzica. Rosnący do XVII wieku ich dobrobyt [ można w metrykach kościelnych zauważyć iż mieli swoich parobków, których wysyłano do odrabiania w ich imieniu pańszczyzny posiadali konie, bydło, sprzęt rolniczy etc.] potwierdza, że ich panowie mieli rzeczywisty interes w tym żeby dojść do wspólnych korzystnych porozumień.
Dominacja szlachty [ jak twierdzą niektórzy] nie tylko nie zaszkodziła kmieciom, ale nawet była dla nich sprzyjająca do takiego stopnia iż bardzo często pożyczali swoim panom pieniądze co można zauważyć analizując testamenty.
Prowadzili również bardzo zróżnicowaną gospodarkę.
Chciałabym dodać iż tzw” bunty chłopskie” a raczej opór stawiano wówczas kiedy kmiecie byli niezadowoleni z warunków porozumień zawartych z panami, a nie sprzeciwem wobec samej zasady pańszczyzny. Kładzenie nacisku na zbiegostwo jako rzekomy przejaw oporu wobec pańszczyzny zaciemnia fakt iż ono w dużym stopniu było motywowane względami ekonomicznymi i owi chłopi nie uciekali przed systemem tylko zmieniali pana w jego ramach celem polepszenia sobie warunków życiowych. Często w aktach sądowych można zauważyć iż chłopi mieli także możliwość wybrania między panami , którzy się o nich procesowali.
Wielu autorów na podstawie analizy materiałów doszło do wniosku, że polscy kmiecie mimo podporządkowania szlachcie energicznie konkurowali z panami w dziedzinie gospodarki i byli w stanie doskonale reagować na bodżce rynkowe.

Wśród dzisiejszych badaczy polskich toczy się debata wokół użycia terminu „ chłop” , które na początku miało wydżwięk pejoratywny i nie było stosowane w żródłach urzędowych, w których używano określenia „ kmiecie' jako określenie dzierżawców stanowiących szkielet tego systemu.


Zródła:
„ Czy chłopu było źle w Polsce XVI wieku”-- Andrzej Wyczański.
„ Ostry atak na koncepcję wschodnioeuropejskiego zacofania” - Piotr Górecki
„ Chłopi i pieniądze na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych" – Piotr Guzowski 2008r.
„ Oksfordzka historia unii polsko- litewskiej ' 1385-1569 Robert Frost – rozdział „ Chłopi”

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Opisy przytoczone przez panią Dankę dotyczą XVIII wieku. Natomiast przytoczona przez panią "Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej" dotyczy sytuacji w wieku XV. Proszę porównać cytowany na stronie 405 zasób posiadania kmiecia ze Słabomierza (połowa XVI wieku) z tym co zwykle posiadali chłopi wymienieni w inwentarzach dóbr szlacheckich. Te inwentarze (paskudnie przygnębiająca lektura) rysują byt chłopski bardzo bliski tym, który znalazł się w opisach przytoczonych w zagajeniu do tego tematu. Właściwie te wymieniane w inwentarzach zasoby chłopskie można by nazwać "stanem nieposiadania".
Pozdrawiam - Leszek Wojciechowski.

Przytoczę fragmenty ze strony 405 w/w książki.
„W połowie XVI wieku kmieć w Słabomierzu , należącym do kapituły gnieznieńskiej posiadał średnio 24 sztuki bydła, 11 koni, 36 owiec i 12 świń.” […] Szacuje się , że średnia liczba inwentarza żywego w gospodarstwie jednołanowym dla całej Polski wynosiła 2 konie, 8 sztuk bydła, 5 owiec i 3 kozy”

W prawie. które obowiązywało chłopów od 1661-1807r odnajdujemy taką informację:
Pod względem rzeczowego prawa stosunki są następujące: własność gruntu należy do dziedzica, używalność do kmiecia. Tytuł do używalności nadawała dzierżawa zastawna, a ta była dwojakiego rodzaju”
a) wola to jest prawo do używalności z czasookresem z góry zakreślonym ( który zaś z poddanych łan albo włokę pustą osiądzie swoje woły, konie wszelki sprzęt będzie miał takowy na cały rok zwolniony od płacenia czynszu daniny robocizny etc )
b) zakupieństwo, prawo do używalności bez czasookresu oznaczonego.
Zastawna summa była najczęściej nie gotówką składana, lecz wykarczowany grunt i ugnojone pola przedstawiały prawa kmiecia zastawnika. Przy woli dziedzic zobowiązywał się grunt oddać do użytkowania na tyle lat, na ile zażywał kmieć swobody od powinności z warunkiem uiszczania powinności, których wysokość z góry bywała ustanowiona. Przy dzierżawie w drodze prawa zakupnego, każdego roku dziedzic rugować mógł kmiecia z zachowaniem warunków któremi były:
a) wypowiedzenie osiadłości w terminie przez zwyczaj miejscowy określonym
c) spłacenie za budynki i ulepszenia na zasadzie oszacowania przez urząd wiejski.
Z wiekiem XVII w miejsce woli rozwinął się zwyczaj, że oddawano do użytkowania grunt na pewny zakres czasu ( zwyczajnie 30 lub 40 lat) z możnością odnowienia kontraktu za opłatą laudemium_ i zawarcia nowej umowy co do powinności.

Wobec powyższego prawa – biedny chłop, bez posiadania swojego inwentarza, jak i gotówki nie mógł wydzierżawić gospodarstwa od dziedzica. Mieli swoje umowy oraz prawo, które powinno być przestrzegane. Stąd też wynikały nieporozumienia i opuszczanie ziemi przez kmieci jeżeli dziedzic ich nie przestrzegał lub vice versa.

Ponieważ nazwa wątku brzmi „ Chłop pańszczyżniany- jak naprawdę wyglądali i co jedli” rzeczywiście odbiegłam tematu, ale nie wiem jakiej grupy ze społeczności wiejskiej on dotyczy.

Pozdrawiam,
Mirosława Giera


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL