Wielkopolskie Towarzystwo Genealogiczne GNIAZDO

Forum dyskusyjne WTG GNIAZDO
Teraz jest 20 mar 2019, 18:16

Strefa czasowa: UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 26 lut 2019, 16:10 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 508
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

http://www.muzeum.gostyn.pl/PRASA?idAkt ... ka%20Gostyńska
Kronika Gostyńska, T.VI, nr 7.
str. 97-101.

Trochę statystyki, w oparciu o opracowanie:
"Gostyń w roku 1793" Edmund Klinkowski, Berlin.
Na podstawie aktów Tajn. Pruskiego Archiwum Państwowego, Gen. Dyr. Prusy Południowe, Tyt. LXXII, nr 346.

Mieszkańców w Gostyniu było 1029.
W mieście (starym) 127 domów, na przedmieściu 73.
1 dom murowany, 199 lepianek - w tym 179 pokrytych szkudłami, a 20 słomą.
Jeden na przedmieściu niezamieszkany.2)
str.98 - 2). [ W "mieście" było jeszcze 6 "pustych miejsc budowlanych, na przedmieściu 11; prócz tego było na przedmieściu jeszcze placów na ca 30 domów].

22 stodoły (wszystkie) stały na przedmieściu.
Przy kościele farnym - było 5 kapłanów.
1 Grek jeździł na nabożeństwa do Poznania.3)
str. 98 - 3). [ Był to przypuszczalnie Gadomski lub Żupański ].

1 szkoła z 1 nauczycielem.
Browar miejski.
Szpital na 12 osób.
Studnie - 3 publiczne i 22 prywatne.
Sikwiarnia - 1 sikawka metalowa, 5 haków, 2 drabiny.4)
str. 98 - 4). [Dnia 30 grudnia 1793 roku wydano ogólne rozporządzenie, aby każdy sprowadzający się do miasta obywatel dostarczył nowe wiadro skórzane lub też wpłacił równowartość do kasy miejskiej. ( R. Prumers. Das Jahr 1793, str. 405 ) ] (u z dwiema kropkami).

Więzienie miejskie - "w złym stanie, składające się z jednej komórki przy sikwiarni".
Inwentarz:
konie-44,woły-35, krowy-170, owce-300, świnie-180.
Łąki - "dawały rocznie przeciętnie 100 dwukonnych wozów siana".
Role miejskie - "112 t.zw. płósek (Plusken)
str. 98,99 - [ (...) na płóskę wysiewa się na zimę 3 poznańskie ćwiertnie ].

Mieszkańcy:
Mężczyźni, w tym wdowcy - 229
Kobiety, w tym wdowy - 261
Nieżonaci synowie:
powyżej 10 lat - 100
poniżej 10 lat - 116
Niezamężne córki:
powyżej 10 lat - 80
poniżej 10 lat - 124
Czeladnicy - 15
Uczniowie - 15
Męskie sługi - 20
Żeńskie sługi - 66
Przejezdni - 3
W liczbie 1029 mieszkańców było:
katolików - 970
luteranów - 58
menonitów - 1
str. 99 - [ pewno ów Grek ].

Rzemiosło - 8 cechów.
I tak:
Cech rzeźnicki - 16 mistrzów.
Szewski, kuśnierski, krawiecki, garncarski, płócienniczy, młynarski.
Cech pospolity - stolarze, powroźnicy, piekarze, siodlarze, rymarze.

W mieście pracowało:
Piekarze- 1
Bednarze - 4
Rzeźnicy - 16
Szklarze - 2
Kowale i puszkarze - 4
Kupcy - 1
Kotlarze - 1
Kuśnierze - 10
Płóciennicy - 41. 1)
str. 100 - 1). [ Sukienników tutaj nie ma. 40 warsztatów tkackich (Garnweberstuhle)
jest tutaj w ruchu ] (u z kropeczkami).

Murarze - 2
Młynarze - 16. 2)
str. 100 - 2). [ Istniało 16 wiatraków. Nie wymienia się stępów garbarskich ani też foluszów. Każdy mieszczanin mógł kazać mleć, gdzie mu się podobało. Monopolu mielenia (Zwang Mahl-Gaste) nie znano.] (w Gaste "a" z kropkami).

Rymarze - 1
Siodlarze - 1
Powroźnicy - 1
Szlifierze - 1
Ślusarze - 1
Krawcy - 5
Szewcy - 40
Stelmachowie i kołodzieje - 4
Stolarze - 4
Garncarze - 7
Cieśle - 1

Prócz tego:
Aptekarze - 1
Balwierze i chirurdzy - 2. 4)
str. 100 - 4). [ Lekarza w Gostyniu nie było. Na "chirurgów" (cyrulików), katów i akuszerki dawały władze wielkie baczenie. W lipcu 1793 zakazano im surowo zajmować się wewnętrznemi i zewnętrznemi kuracjami. Mieli to czynić tylko aprobowani lekarze,gdyż dosyć ludzi wpędzono już do grobu przez szarlataństwo ].

Gorzelnicy - 25
Szynkarze wódki - 27
Akuszerki - 1. 5)
str. 100 - 5). [ Dnia 28 lutego 1799 pisze Kamera Poznańska do Berlina: " z powodu braku zręcznej akuszerki w Gostyniu zmarło już kilka położnic i dzieci, wobec czego magistrat gostyński starał się u Jego Królewskiej Mości Collegio medico et sanitatis w Poznaniu o to, aby zezwoliło na pozostanie w Gostyniu aprobowanej akuszerki Schmidtowej. Kamera podkreśla, że obywatele gostyńscy "subskrybowali już rocznej zapomogi w wysokości 10 tal. dla Schmidtowej". Schmidtowa domagała się subwencji rocznej w wysokości 20 tal., co jej też Berlin dnia 15. 3. 1799 przyznał. (G.D. Sprss. Tyt. LXXII nr. 348)].

Kościelny - 1
Stróż nocny - 2
Olejnicy - 3. 6)
str. 100 - 6). [ Olmuller u. Olschlager ] (o, u a - kropki).

Piwowarów było 8.
Mistrzów piwowarskich - 4
Gościnnych - 4
Handlarzy szkłem - 2
Koncesjonowanych nauczycieli - 1. 7)
str. 100 - 7). approbierter "Schulhalter" ].

Kopaczy - 1
Winiarzy - 2
Organistów - 2
Kat.
Kramikarze bez koncesji - 4.

Oprócz jednego publicznego browaru, było 25 browarów prywatnych.
Był też jeden pański szynk i 5 gościńców o "stanie średnim".
Rocznie odbywało się 8 jarmarków "kramnych" i na bydło.

edit-
W nr 8, powyższego tomu, poprawka do przypisu 5 ze str.100-
"Od redakcji.
W pracy p. Klinkowskiego w poprzednim zeszycie należy poprawić:
str.100 przyp.5 ma być: wobec czego magistrat gostyński starał się o to, aby zezwolono na pozostanie w Gostyniu akuszerki Schmidtowej, już dnia 1. września 1799 przez Jego Król. Mości Collegio medico et sanitatis w Poznaniu aprobowanej".

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Ostatnio edytowano 08 mar 2019, 16:33 przez Gosia53, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 03 mar 2019, 17:56 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 508
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

http://www.muzeum.gostyn.pl/PRASA?idAkt ... ka%20Gosty
T.VI. Nr 9, 1 września 1934.
Obrazki z XVIII wieku - Władysław Stachowski.
str.141-144.

VII. Spis domów w Gostyniu w r. 1725.
[Od dawien dawna Gostyń należał do dwóch dziedziców. Podział miasta na dwie te części nie da się dziś już ustalić, był on bowiem tak przeprowadzony, że w rynku i w poszczególnych ulicach część domów należała do jednego, a część do drugiego dziedzica.
(...)przystąpiono w r. 1725 do stwierdzenia, które domy gostyńskie wzgl. też puste place należały do księżnej Wiśniowieckiej, kasztelanowej krakowskiej...

Sporządzony spis wykazuje:
w rynku od strony wschodu-
dom Samuela Schulza
dom Bogacika
dom Andrzeja Włościejewskiego wzgl. spadkobierczyni Laseckich.

W rynku od strony południowej-
dom Waniszewskiej
dom Jana Bukoszczyka
dom Wojciecha Bączkiewicza
plac Opaczewskiego
dom Wojciecha Ruszczyńskiego
dom Niwickiego od Sopalskich
plac Ignacego Szultza.

W rynku od zachodu-
dom Bartłomieja Minkiera.

W rynku od północy-
dom Guździelewicza
dom Wojciecha Janiszewszkiego
plac Buszewski teraz Ciepce oddany
dom Jana Kostrzewskiego
dom Franciszka Wrotkiewicza kupiony od Kuflików.

W ulicy Kaczej-
dom Szymona Kąkolewicza
dom Wojciecha Waniszewskiego
dom Wojciecha Kaczkowicza, bednarza
dom Wojciecha Szlachetki
dom Szymona Jaworskiego, bednarza, po Kazikole
dom Walewicza po Pichle
dom Andrzeja Czyża od Garzyńskich.

W ulicy Łaziennej-
dom Andrzeja Bielasczyka
dom Filipa Kurczewicza
plac Słapczyński, który ten wgrodził
dom Wojciecha Feckowicza
dom Stefana Lewendowicza
dom Michała
dom Andrzeja Kaliskiego
plac Jarmuszków z jednej strony jatek
plac Arlantowski z drugiej strony jatek.

W ulicy Leszczyńskiej-
dom Andrzeja Kaczkowicza
dom Marcina Hypsmana
plac Miękiny w tyle tegoż
dom Bartłomieja Włościejewskiego
dom Adama Ciudnego przy bramie
dom Świerkowicza po Pawle Kaczkowiczu
plac Bukosczyka
plac Kłopotkowski
dom pisarza od Swarzędzkiej kupiony.

W ulicy Ramy-
dom Walentego Grzymalskiego
dom Ignacego Grzymalskiego od Ruszczyńskich
dom Pajerskiego narożny wedle mielcucha Wrotkiewicza
dom Jana Szuberta
dom Tomasza Szuderskiego
dom Cypserskiego
dom Jana Smielkiewicza
dom Joachima Bergera vulgo snycerza.

W ulicy Kościelnej-
dom Jana Kaliskiego
dom Kaspra Fojtowicza od Ładyńskich
dom Józefa Ostrowskiego
dom Antoniego Śpiewakowicza
dom Walentego Janowskiego.

W ulicy Szewskiej-
plac od Jarmuszka, który Śpiewakowicz wgrodził
dom Macieja Smielkiewicza
dom Tomasza Ludzkiego
dom Szymona Nowaczykiewicza
dom Józefa Koziorowicza
plac po Sypniewiczu vulgo Rymarskiej
plac Chęciński teraz Wrotkowskiemu vulgo Wilkowi dany
plac Stanisława Kaudyki wedle niego
plac Andrzeja Turkana vulgo Dydaka
dom Jakóba Gana
dom Tomasza Słapki
dom Wojciecha Marchlewskiego
dom Adamskiego po Sknerze.

W ulicy Garncarskiej-
plac, na którym miał domek miejski, Chudakowski nazwany
dom Gruszków, w którym mieszka Chryzostom Gaj
dom Rozyckiego
dom Sebastjana Ratajewicza
dom Andrzeja Łakomego
plac Borowskich podle Porwałowskiego
plac Dryzduliński podle Boruka
dom Dowiedzielskiego po Murze, w którym rymarz mieszka
dom gościnny do Jana Kostrzewskiego należący
dom Tomaszewskiego
plac tamże
plac Szukalinski, który Adamski w sad puścił
dom Sierockiego po Goralewskim
dom Grzegorza Josczyka
dom Mateusza Gaja
dom Jana Cybińskiego po Płacheckim
dom Jakóba Ziembowicza.

W ulicy Zamkowej-
Maciej Palczewski na Deogracjuszowym
dom Michała Koziorowicza
item plac podle niego zostający
dom Ćwiercińskiego.

W ulicy koło Ducha św.-
dom Jakóba Szabra
dom Bartłomieja Wieluńskiego
dom Szymona Koziorowicza, ślusarza
plac Milczanowski, który wgrodzony został kupiwszy dom Antoni Ratajewicz
dom Ksiąszka od Roszkiewiczów kupiony
plac Gładyszewski, który ten miał wgrodzić
plac Jusczyński, którego zażywa Ciudny
dom Gralewskiego.

Przedmieście idące ku Brzeziu-
dom Ciudnego albo folwark
plac Wojciecha Bączkiewicza, który ma być uprzedany od domu, w którym Jakób Sura mieszka i z jednego dwa place uczynione
dom Jakóba Sury od Domachowczyków
dom Kostrzewiński teraz Wojciecha Janiszewskiego
dom Andrzeja Śmiglewicza
dom plac Latosiński
dom Lęgęca od Ćwiertni
dom Kachlewskiego
dom Świątkiewicza od Waltra
dom Cytackiego albo folwark
domek po Podgórnym
plac po Domachowczyku, na którym ma Jurgawka stodołę i folwark
dom Jurgawki po Woreckim
dom Andrzeja Busczyka, tenże ma plac Jakóba Rozpędy
dom Sebastjana Mulczyński nazwany
plac Stanisława Gronowicza, który wpuścił w ogród przy stodole Adam Bojanicki
plac Mikołaja kowala
plac Adamowicza podle Ciepiny.

Przedmieście idące ku Targowisku-
dom Szymona Radlicy
plac Twardzikowski
dom Józefa Grzymalskiego po Lekiewiczu
plac, na którym był gościniec Lekiewiczowski
domek, który sprzedali Stankiewiczowie dziadowi
plac Skockiego
plac Jakóba Piekła
plac Wawrzynowski
plac Ćwikliński; na tym ma stać młyn sprowadzony z gór
plac Wrzałowski
plac Buszowski
dom Jacka Bączkiewicza od Wicherków kupiony
plac Jana Koziorowicza
dom Stankiewicza].

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 08 mar 2019, 16:49 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 508
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

http://www.muzeum.gostyn.pl/PRASA?idAkt ... (1928-1939)
T.VI. Nr 8, 1 sierpnia 1934.
str.123-125.
Z innego świata, nieprawdopodobne a jednak prawdziwe...
Pisownia oryginalna.

Wł Stachowski - Obrazki z XVIII wieku.

IV. Jak panna Konstancja chciała odzyskać straconego kochanka.

" Jak to się stało, nie wiemy. Dość, że panna Konstancja, córka p. Kalkaniściny zakochała się na śmierć w młodzieńcu, którego imienia nawet nie zachowała historja. Wiemy tylko, że był owczarkiem, lecz nieznane nam są zewnętrzne czy wewnętrzne zalety, któremi zdobył sobie serduszko panny Kostusi.
Aż pewnego dnia kochanek wpadł jak kamień w wodę. Może sprzykrzyły mu się afekty panny Kostusi, może uśmiechnęło mu się szczęście z inną białogłową, dość, że go pewnego poranka zabrakło.
Łatwo sobie wyobrazić, jak panna Kalkaniścianka rozpaczała. Łzy płynęły bez przerwy po liczku pięknej dziewoi, nie było końca wzdychań i lamentu, poprostu serce krajało się z tęsknoty za ukochanym.
Nie pomagały perswazje matki. Panna poprostu żyć nie chciała bez wybrańca swego serduszka.
Wypadek musiał być bardzo ciężki, to też trzeba było sięgnąć do nadzwyczajnych środków, aby niewiernego kochanka znów odzyskać. Rada w radę z kumoszkami, a szczególnie z doświadczoną na tem polu Anną Szkudlarką, i postanowiono "uczynić tęskność" w sercu "w odległości zostaiącego" owczarka.
Panna Konstancja schwytała w tym celu za radą Szkudlarki i wiedzą matki kota, i wpuściła go do nowego garnka, nakryła miską, wstawiła na ogień i poczęła go smażyć, mniemając, że, "jak kotowi dogarał ów upał, tak temu miała dokuczać tęskność, i jako za wrzaskiem owym kota dla bólu czynionym, miał przybyć jej ukochany".
Biedny kot skonał w srogich mękach, a panna Kostusia nie doczekała się swego kochanka. Widocznie "tęskność" nie chwyciła jego serca, że nie pospieszył lotem ptaka do swej bogdanki, która przyjęłaby go z otwartemi ramionami.
Zawiedziona w swych nadziejach Kostusia zakopała biednego kota w ziemię "głową spuściwszy go a ogonem do góry".
Nieszczęście chciało, że o gusłach tych dowiedziały się sąsiadki. Może wrzask pieczonego kota zdradził tajemnicę. Dość, że o całej sprawie dowiedział się urząd radziecki, który, nie mając zrozumienia dla "tęskności" panny Konstancji, wytoczył tak jej jak i jej matce i pani Szkudlarce proces, w którego wyniku wszystkie oćwiczono i wygnano z miasta.
Dawne to czasy, bo działo się to w Gostyniu w r. 1721, tak dawno, że już nawet najstarsi ludzie o tem nie słyszeli od najstarszych ludzi. A jednak pamięć niezwykłego sposobu sprowadzania kochanka zachowała się w księgach miejskich, sąd bowiem uwiecznił go w swoim wyroku, który do dziś się zachował. A że wyrok ten jest ciekawy, uwiecznijmy go sobie w naszej Kronice.

"Sub actu hoc a civitate relegatae plagis publice acceptis Kalkaniscina dicta cum Constantia filia ob facinus deductum, że pomieniona Konstancja z wiedzą matki, zakochawszy się w pewnym owczarku, temu żeby była (iako w odległości zostaiącemu) uczyniła tęsknosc, za radą Szkudlarki, Anny imieniem, kazała schwytać kota y schwytanego wpusciła w garnek nowy, nakryła miską, wstawiła na węgle, obracała z garnkiem przy ogniu, mieniąc, że iak kotowi dogarał ów upał, tak temu miała dokuczac tęsknosc, y iako za wrzaskiem owym kota dla bolu czynionym miał przybyc iey ukochany. Gdzie oszukana w nadzieiey, gdy kota pozbawiła z zycia a niedoczekała sie kochanka swego, iego zakopała w ziemie, głową wpusciwszy a ogonem do gory (iako tak zakopanego ad videndum illum deputati consulares viri znalezli y odkopac kazali). Ale ze per crebras inquisitiones et minas nie wymogł sąd inszey racyi pieczenia onego kota tylko te, ze sie tym postempkiem spodziewała sprowadzic poządanego przyiaciela, a to ufunduwane na powieści Szkudlarki, ze tesz tego sposobu dziewczyna iedna zażywszy sprowadziła tego (choc w odległości zostaiącego), w ktorym sie była zakochała. Ktory sąd, guslarski zeby nigdy intentowany nie był znosząc zwyczai, actrices eius processus et inventrices in exemplum et aversionem aliis exponi, et spectantibus varii sexus hominibus puniri statuit sicut exposuit et punivit, to iest te, które niepraktykowanego na czynienie tęskności sposobu, tak i te, to iest Szkudlarke, ktora im ten podała. I wszystkie zeby z miasta wygnane w nim więcey postac nie wazyły się, a to pod wolnym schwytaniem ich, praemissa disponens decrevit iudicium".

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 14 mar 2019, 14:25 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 508
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

http://www.muzeum.gostyn.pl/PRASA?idAkt ... (1928-1939)
T.VI. Nr 8, 1 sierpnia 1934.
str.125, 126.
Pisownia oryginalna.

Wł. Stachowski - Obrazki z XVIII wieku.

V. W Gostyniu ci źle? - Idź sobie w świat !
(Ciekawy wyrok sądu gostyńskiego z r. 1729).

[W r. 1729 mieszkał w Gostyniu poczciwy sobie może malarz Wawrzyniec Resczyński, który jednakowoż miał tę wadę, że nie umiał żyć w zgodzie ze swymi współobywatelami. Może to wrodzona skłonność do kłótni, może też bieda, bo kto w ówczesnych czasach z "łyków małomiejskich" zamawiał sobie konterfekt lub św. swego patrona, wpływała na to, że pan Wawrzyniec "niedyskretne robił wołania", przyczem godnie sekundowała zacna jego małżonka. Sąsiedzi długi czas odgryzali się mniej lub więcej skutecznie, zależnie od ich temperamentu, w końcu jednak urwała się nić ich cierpliwości i postanowili panu Wawrzyńcowi dać nauczkę.
A że ówcześni obywatele byli legalistami, którzy nawet takie sprawy załatwiali nie "na krótkiem toporzysku", lecz przy pomocy swej władzy miejskiej, więc rada w radę i wytoczyli pokornie sprawę swą przeciw panu Wawrzyńcowi przed sądem radzieckim. Sąd ten "zważywszy skargę y rzecz zrozumiawszy" przyszedł do przekonania, że panu Wawrzyńcowi w Gostyniu nie może być dobrze, bo mieszka w ulicy, która w jego mniemaniu "cała prawie jest niepoczciwa". Od "zrozumienia" sprawy do salomonowego wyroku już tylko mały krok. To też nic dziwnego, że sąd, nie chcąc "artystę gostyńskiego" narażać na współżycie z ludźmi niepoczciwymi, orzekł, że pan Wawrzyniec powinien opuścić miasto i poszukać sobie z żoną mieszkania tam, "gdzie bez przygany ludzi być baczą".

Tenor owego mądrego wyroku, któryby może i dziś niejednemu Resczyńskiemu się przydał, jest następujący:
"W sprawie przez delatorów, uczciwych Szymona Jaworskiego, bednarza i mieszczanina gostyńskiego, Szymona Kąkolewicza, stelmacha, Wojciecha Kaczkowicza, Mikołaja Sraibra etc. wniesionej naprzeciw Wawrzyńcowi Resczyńskiemu, malarzowi i obywatelowi gostyńskiemu, że ten naprzeciw sobie oburzywszy się czy małżonka tak niedyskretnie czynią wołania, że czci i dobrego imienia nie trzeba zostawić nikomu. Co jemu wymawiając na oko, jako to rzeczy od żony czy od niego odnoszą, tak że tylko sami sobie dobroć, wszystkim zaś niegodziwość przyznają, prosili o to, aby za popędliwość tę wyrokiem sądowym poskromieni byli.
Sąd radziecki gostyński, zważywszy skargę i rzecz zrozumiawszy, że to jeden całą prawie niepoczciwą być twierdzi ulicę, satius ażeby jeden wszystkim ustąpił, aniż wszyscy jednemu uznał i ustanowił, aby najdalej trzeciego dnia Resczyńscy małżonkowie ustąpili z miasta i tam, gdzie bez przygany ludzi być baczą, między nimi szukali sobie mieszkania"].

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 18 mar 2019, 17:11 
Offline

Dołączył(a): 28 lut 2017, 07:45
Posty: 508
Lokalizacja: Gdańsk
Witam.

http://www.muzeum.gostyn.pl/PRASA?idAkt ... ka%20Gosty

Tom VI, nr 11, 1 listopada 1934.
Wł. Stachowski - Obrazki z XVIII wieku.

VIII. To i owo.

str. 170,171.
[Rok 1708.
Przed sądem staje z oskarżenia publicznego instygatora trzech obywateli i to Jan Kaliński, Jan Smuglewicz i Jan Haska o to, że "z okazji Haski Kaliski z pisarzem (Smuglewiczem?) mieli pobić na warcie ludzi zostających, osobliwie parobka p. Jana Waniszewskiego także falbierczyka". Za to skazano Haskę-1), który był tego powodem, na pięć grzywien i 3 dni ratusza, Kaliskiego na cztery niedziele aresztu, a gdyby z aresztu wyszedł przed terminem, na wypędzenie z miasta, a Smuglewicza na 15 grzywien; dwaj ostatni mieli prócz tego przeprosić magistrat.

Równocześnie oskarżono Szymona Kazikołka "o niepochamowanie języka swego i jego wyuzdanie ze złości swojej przeciwko zwierzchności, a to odgrażając dostaniem pieniędzy zapowietrzonych i temiż pieniędzmi zarażeniem JMci Zbijewskiego części Gostynia dzierżawcy". Za takie niechrześcijańskie odgrażanie się skazano oskarżonego na miesiąc aresztu i zapłacenie 20 grzywien na mszę św. do św. Rocha. Prócz tego miał oskarżony przeprosić Zbijewskiego przez dwie osoby szlacheckie i dwie duchowne.

Rok 1709.
Jan Kubera ze Stężycy zaskarżył krawca Jana Nawrockiego o złe zrobienie sukni. Oskarżony tłomaczył się, że Kubera nie dał sukna "stępować", wobec czego suknia wypadła zbyt kuso. Sąd ferował oskarżonemu przysięgę, że z danego sukna "nic a nic nie skorzystał ani na swoją potrzebę obrócił".

Rok 1710.
Nazywał się Adam Dryzduła i był garncarzem. Tento Dryzduła "ważył się kontemptować i publicznie wołać na pana starszego to jest Macieja Płachackiego względem stołka cechmistrzowskiego, na który był wysadzony, od urzędu burmistrzowskiego, jakoby niegodzien był tegoż, udając, jakoby ten Adam Dryzduła o tem nie wiedział i jego się nie radzono, mając go obrać na to starszeństwo". To też urząd burmistrzowski, widząc "Dryzdułę bardzo krnąbrnego i ladajakich postępków i obyczajów contromaciter stawającego, który bardzo lekce waży bractwo, pogardzając starszymi, i że rzadko kiedy w cechu postoi, a jeśli kiedy przyjdzie, to bardzo nierychło i to już po sprawach brackich", skazał go na dwie grzywny i przeproszenie braci. Lecz sprawa była z panem Dryzduła !. Tenże bowiem "jeszcze bardziej a bardziej uporczywie stawał", bo ani kary zapłacić ani braci przeprosić nie chciał. Wobec takiej "haniebnej uporczywości" zatrzymano go w areszcie, dopóki nie załatwi nałożonej kary.

1) - późniejszy Hasiński.

str. 172, 173.
Na ogół panowała pomiędzy dwoma urzędami miejskimi, burmistrzowskim i wójtowskim, zgoda i ścisła współpraca. Widocznie kompetencje władz tych były tak ściśle rozgraniczone, że nie zachodziły tarcia. Wyłom w tych dobrych stosunkach zaszedł w r. 1713. Na sesji trzech porządków, zwołanej celem uchwalenia składek na żołnierzy gen. Fleminga, żali się burmistrz Stanisław Bogacik na wójta Jana Nawrockiego, "który sobie pozwolił bez konsensu i dokładu tegoż P. Burmistrza pewną osobę do komórki (a jeszcze podczas mrozu tęgiego w lichej bardzo odzieży) wsadzić, wprzód nie osądziwszy ani żadnej inkwizycji nie uczyniwszy z niąże". Ponieważ to się stało bez wiedzy burmistrza, prosi tenże zgromadzonych przedstawicieli miasta, "aby swoje zdanie opowiedzieli i rzetelnie a oczywiście ugruntowali tymże swojem zdaniem krom wszelakiej ochrony i pochlebstwa, do kogo należy prym i rząd miasteczka każdego, czyli do pana wójta, czy też do pana burmistrza".
W zasadniczej tej kwestji zebrani na ratuszu "unanimi consensu, bacząc rzecz oczywistą i słuszną a oraz należytą każdemu przełożonemu, uznali i mocno twierdzili, na krok jeden nie ustępując swego przedsięwzięcia, że nikomu inszemu każdego miasta od IMciów postanowionemu żaden rząd nie należy, tylko każdemu burmistrzowi tak dalece, że ani wójt ani żaden z mieszczanów nie powinien sobie nic pozwalać bez konsensu i dokładu przełożonego każdego. Który zapis z manifestacją dla wiecznej pamięci do ksiąg przyjęty i zapisany jest".

Szacunek, jakim cieszyło się w XVIII w. duchowieństwo, był bardzo wielki, to też wypadek, że ksiądz jest oskarżony przed sądem burmistrzowskim należy uważać za ogromnie rzadki. Taki rzadki wypadek zdarzył się w r. 1712, kiedy to mieszczanin gostyński Jan Szywter oskarżył ołtarzystę krobskiego Jana Czekalskiego o sprzedanie mu beczki śledzi, które były zepsute. Śledzie te przywiózł ks. Czekalski z Torunia i sprzedał je skarżącemu. Rzuca to dziwne światło na owego księdza, który trudni się handlem i do tego jeszcze sprzedaje towar zepsuty. Szywter zeznaje, "że w tej beczce co do pierwszej warszty były śledzie piękne, co do drugiej warszty już nie takie były, co zaś do trzeciej warszty, wcale już zgniłe były i do samego dna nic po nich". Świadek Hipsman zeznaje: "oglądałem je wprzód w beczce, aż były bardzo zgniłe i nie chciałem kupić, bo mi żal było zły towar płacić". Podobnie zeznaje Józef Kajewski z Krobi i Maciej Kaczkowski, który wyraża się w tych słowach: "Żal się Boże pieniędzy za te śledzie, bo je trudno ludzie mają jeść, gdyż prawie zgniłe, pofałszowane, złe, nic po nich".
Wynik skargi nie znany].

Pozdrawiam.
Kaniewska Małgorzata.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL