http://wyborcza.pl/1,75400,17658946,Pog ... itwie.html
Ryszard III był ostatnim angielskim królem, który zginął w bitwie, i jednym z nielicznych, którego miejsce pochówku było nieznane. Wszystko się zmieniło, kiedy ponad dwa lata temu uczeni odkryli pod miejskim parkingiem w Leicester szczątki ludzkie nazwane roboczo Szkieletem nr 1. Po pierwszych badaniach wydawało się, że Ryszard III wreszcie został odnaleziony. Teraz kropkę nad i postawiła genetyka.
[...]
Chcieli ostatecznego dowodu - analizy dawnego DNA. Gdyby się udało, byłaby to jedna z pierwszych analiz materiału genetycznego znanej historycznej postaci. Jednak wydobycie DNA z kości króla i odczytanie go wcale nie musiało się zakończyć sukcesem. A już na pewno nie było łatwe. Praca z tak starym materiałem genetycznym zależy w dużej mierze od tego, w jakich warunkach przebywał szkielet. W tym wypadku nie były one najlepsze.
Jednak mając w ręku dowody pochodzące z tylu różnych źródeł, ustalono by raz na zawsze, czy to szczątki Ryszarda czy nie.
By tego dokonać, uczeni najpierw zajęli się analizą tzw. mitochondrialnego DNA.
Kuzyni czternastego stopnia
Ryszard nie zostawił bezpośrednich potomków. Jego syn Edward zmarł przed nim, a prawdopodobne dzieci z nielegalnych związków (syn i córka) zmarły bezdzietnie. Jednak nawet taką osobę można zidentyfikować, jeśli miała rodzeństwo. A Ryszard miał aż pięć sióstr i siedmiu braci! Dla nauki najbardziej interesujące są właśnie te siostry. Był jednak warunek: musiały zostawić po sobie potomstwo. Na scenę weszła więc najstarsza siostra Ryszarda - Anna z Yorku.
Uczeni wyizolowali z zęba Ryszarda mitochondrialne DNA (przekazywane tylko w linii żeńskiej, zatem pochodzące zawsze od matki) i porównali z mitochondrialnym DNA współczesnych potomków Ryszarda III.
Dzięki zaangażowaniu pasjonatów badających genealogię króla uznano, że jednym z nich była Joy Ibsen, Kanadyjka, prasiostrzenica Ryszarda III w 17. pokoleniu, bezpośrednia potomkini Anny z Yorku, księżnej Exeter.
Kobieta od kilku lat nie żyje. Materiał genetyczny dostarczył jednak jej syn Michael Ibsen, wytwórca mebli mieszkający w Londynie. Na nim mitochondrialna linia Anny z Yorku wygasa. Córka Joy Ibsen nie ma bowiem dzieci, a Michael już nie przekaże mitochondrialnego DNA swoim dzieciom, bo one dziedziczą je tylko od matki.
Drugim potomkiem okazała się Wendy Duldig, Australijka. Ona też pochodzi od Anny z Yorku. Linie genealogiczne Michaela Ibsena i Wendy Duldig rozeszły się w połowie XVI wieku. Pochodzą oni od dwóch różnych córek Catherine Manners (wnuczki Anny z Yorku). Są dziś według nomenklatury rodowej kuzynami w 14. pokoleniu z przesunięciem dwóch generacji.
Oboje mieszkają w Londynie. Analiza ich DNA mitochondrialnego była strzałem w dziesiątkę - materiał pochodzący od Ibsena jest identyczny z tym wyizolowanym od Ryszarda. W przypadku Duldig jest tylko jedna pojedyncza zmiana.
To najstarsza taka identyfikacja rodowa na świecie.
Syn z nieprawego łoża
A co z linią męską?
Jej badanie jest z pozoru łatwiejsze niż linii żeńskiej, bo na temat synów jest znacznie więcej zapisków. Poza tym łączy ich to samo nazwisko. W przypadku kobiet jest to zmienne - przyjmują nazwisko i tytuły męża. Czasem nie tylko jednego.
Ale jak mówi powiedzenie, "tylko matka jest pewna". W przypadku ojcostwa zdarzają się wpadki. Dziś mamy testy DNA, ale w dawnych czasach mężczyzna w zasadzie nie mógł być pewny swojego ojcostwa. Nie jest to wcale rzadkie. Szacuje się, że na jedną generację przypada 1-2 proc. dzieci z nieprawego łoża. Genetycy zajmujący się DNA Ryszarda byli tego świadomi. I się nie pomylili.
Do anonimowych badań udało się namówić pięciu żyjących współcześnie krewnych szerokiej rodziny książąt Beaufort. Wywodzą się od Jana z Gandawy.
Jan z Gandawy był synem Edwarda III. Tenże Edward to prapradziadek Ryszarda III. W DNA Ryszarda jest więc część DNA Jana z Gandawy - jego stryjecznego pradziadka. W tym wypadku ta najważniejsza to chromosom Y.
Badając potomków tej linii, można ustalić czyjąś tożsamość - gdyby tylko nie było fałszywego ojcostwa. Ale statystyka jest nieubłagana.
- Naliczyliśmy 19 ogniw łańcuszka rodowego, na których mogło dojść do pęknięcia, tzn. fałszywego ojcostwa. Na tej przestrzeni czasu prawdopodobieństwo, że ktoś nie jest prawowitym synem swojego ojca, wynosi aż 16 proc. - tłumaczą genetycy.
Okazało się, że żaden z pięciu badanych mężczyzn nie jest spokrewniony w Ryszardem III. A jeden z nich nie jest nawet potomkiem znacznie bliższego naszym czasom przodka, żyjącego w XVIII wieku Henry'ego Somerseta, 5. księcia Beaufort.
- Poszliśmy do jego domu osobiście, żeby mu to przekazać. To nie jest wiadomość, którą można przesłać e-mailem - mówił w wywiadzie dla "The Guardian" prof. Kevin Schürer, specjalista od badania rodowodów.
Mężczyzna przyjął tę wiadomość zaskakująco spokojnie. Powiedział, że to wyjaśnia wiele zdarzeń z historii jego rodziny.
Uczeni twierdzą bowiem (poprzez porównanie z czterema pozostałymi mężczyznami), że do fałszywego ojcostwa doszło w jego rodzinie na przestrzeni zaledwie czterech pokoleń wstecz. Tu już nie mówimy o obcym królu sprzed 500 lat, ale o rodzicach, dziadkach czy pradziadkach tego mężczyzny. Ktoś w bliskiej mu rodzinie zataił prawdę. Genetyka bywa bezlitosna.
Badacze nie mają pojęcia, w którym z 19 oczek łańcuszka jeszcze nastąpiło przerwanie - czyli który ojciec był fałszywie przekonany, że spłodził swojego syna. Sprawdzenie tego jest mało realne - wymagałoby dziesiątek ekshumacji.
Najbardziej sensacyjne byłoby odkrycie, że już Jan z Gandawy nie był synem Edwarda III - co sugerowali jego wrogowie za jego życia. To wpłynęłoby na całą linię Tudorów, Stuartów i... Windsorów, a więc także i obecnie panującej Elżbiety II. Nikt jednak nie zapuka do bram pałacu Buckingham, prosząc o próbki DNA.
Prof. Schürer podejrzewa, że do fałszywego ojcostwa doszło później. I podkreśla, że wyniki dotyczące chromosomu Y nie zmienią historii. - To nie jest dochodzenie kryminalne. Tudorowie zabrali koronę dla siebie, bo zabili Ryszarda w bitwie, a nie dlatego, że mogli udowodnić, iż w ich żyłach płynie królewska krew - przekonywał.
Niebieskooki blondyn
Kolejną częścią DNA Ryszarda III, która interesowała genetyków, były geny określające kolor jego oczu i włosów.
To o tyle ciekawe, że nie zachowały się żadne wizerunki króla z czasów jego panowania. Nieliczne, które przetrwały do naszych czasów, powstały kilkadziesiąt lat po jego śmierci. Ryszard różni się na nich wyglądem. Na większości ma ciemne włosy i oczy.
Turi King, genetyk z Uniwersytetu w Leicester, która prowadziła badania, twierdzi, że istnieje jeden obraz w kolekcji Towarzystwa Londyńskich Antykwariuszy, który został namalowany około 25 lat po śmierci Ryszarda III przez nieznanego francuskiego malarza. Na nim król ma szaroniebieskie oczy i jasnobrązowe włosy. I to zapewne jest najbliższe temu, jak Ryszard III naprawdę wyglądał.
Na podstawie DNA uczeni ocenili, że na 96 proc. Ryszard miał niebieskie oczy, a na 77 proc. jego włosy miały kolor blond (przynajmniej w dzieciństwie).
